Ponad oferty „all incl.” i wylegiwanie się na plaży zawsze stawiam na aktywne formy wypoczynku. Myślę, że Bałkany mają wszelkie warunki po temu, aby spędzać tam wolny czas w ten właśnie sposób. A ponieważ moją ulubioną formą wypoczynku jest żeglowanie, to pewnego lata wraz z załogą zamieniliśmy nasze rodzime mazurskie akweny na Adriatyk. Krótką relację z ostatniego rejsu na trasie  Trogir – Bol – Hvar – Lumbarda (Korčula) – Makarska – Povlja – Trogir  przeczytać możecie poniżej.

Uwaga! Relacja zawiera lokowanie produktu ;)

Kreseczka bloga

Dzień 1. Poznań – Trogir – Marina Donji Seget

Nie  mogło być inaczej – kiedy w Poznaniu pachniało już nadchodzącą jesienią, chorwackie wybrzeże przywitało nas gorącym słońcem, do którego najlepiej pasuje zimne Karlovacko lub Ožujsko. Kto co woli :)

Chorwacki „radler” w PET.

Palcem po mapie, czyli plan na jutro.

Kreseczka bloga

Dzień 2. Trogir – Bol
Pierwszy dzień rejsu upłynął bez większych zakłóceń. Może poza pewnymi niedyspozycjami u członków załogi, które – jak ustalono – były odpowiednio konsekwencją wyczerpującej podróży dnia poprzedniego, nagłego nadmiaru słońca oraz zakupu i spożycia piwa w plastikowych butelkach.

Żagle w górę
i przed siebie!

 

Rzeźba na pirsie w Bol – intrygująca, ale nie wiemy jaki ma tytuł.

Kreseczka bloga

Dzień 3. Bol – Hvar
Wakacje wakacjami, ale na samych napojach nie da się przeżyć – trzeba zrobić zaopatrzenie! Po śniadaniu i porannej kawusi wyruszyliśmy do Hvaru. Port jest pięknie położony, jednak posiada bardzo mało miejsc do cumowania bezpośrednio przy nabrzeżu. Większość jachtów cumuje więc na bojce, tak i my na stały ląd dostajemy się za pomocą „schlauchboota”, czyli pontonu. Oczywiście przysparza to wiele dodatkowych atrakcji – zwłaszcza przy powrocie na jacht nad ranem ;)

Świeże pieczywo musi być,
a jakże!

Nie wiem dlaczego, ale w podczas każdych zakupów w koszyku ląduje Ajwar.

Obok straganu pełnego owoców nie można przejść obojętnie.

Uliczny odkurzacz, czyli poranne sprzątanie śmieci i psich kup.

Malowniczo położony port w Hvarze.

Byle do brzegu…

Kreseczka bloga

Dzień 4. Hvar – Lumbarda
Po bardzo długim i – nie ukrywajmy – rozrywkowym wieczorze trudno było wybrać się w dalszą drogę. Jednak jakoś udało się wypłynąć. Szczęścia zabrakło nam w Korčuli, gdzie planowaliśmy zatrzymać się na kolejny nocleg. Brak miejsc w marinie zmusił nas do zmiany planów i dobicia do brzegu w pobliskiej Lumbardze. Może to i lepiej, że po bogatym w nocne życie Hvarze przytrafiła się nam spokojna Lumbarda. Nie zrezygnowaliśmy jednak z odwiedzenia Korčuli (znanej przecież z postaci Marco Polo), gdzie udaliśmy się autobusem na kolację.

Nostalgiczne spojrzenie na starówkę Korčuli – jeszcze tam pojedziemy.

My wyruszamy, a inni już wracają do portu.
(pies do tropienia ławic – niezłe!)

No to która dzisiaj?
Codzienna ciężka decyzja przed kolacją.

Wieczorem w Korčuli trafić można na kameralny koncert gitarowy w plenerze.

Kreseczka bloga

Dzień 5. Lumbarda – Makarska
Pozostawiamy za rufą Korčulę z uroczą starówką i obieramy kurs na Makarską. Jak przystało na kurort wypoczynkowy, Makarska zapewnia wszystkie niezbędne atrakcje turystyczne, które spotkać możecie w Rowach, czy Mielnie – place zabaw, dmuchańce dla dzieci, niezliczona ilość straganików (może nawet z ciupagami i oscypkami – kto wie).

Wbrew obiegowej opinii – pogoda w Chorwacji nie zawsze rozpieszcza.

Dobijamy do nabrzeża w Makarskiej.
Obok sąsiadki z Czech.

Kreseczka bloga

Dzień 6. Makarska – Povlja
Nocą obudziło nas silniejsze niż zwykle kołysanie łajby i zmusiło do sprawdzenia i poprawienia cum. Jednak była to tylko zapowiedź tego, co miało nastąpić… Ze świadomością, że pojutrze musimy zdać jacht w Trogirze, od którego dzieliło nas sporo mil, mimo niesprzyjającej prognozy i tak musieliśmy ruszać w drogę. Wypływamy. Trochę kołysze, ale wodę na kawkę udaje się jeszcze zagotować. Zależy nam na czasie, także śniadanie jemy w drodze. Wieje solidnie i refujemy żagle. Patrzymy na bezchmurne niebo i na coraz większą falę. Wiatr wzmaga, więc zrzucamy żagle i radykalnie rewidujemy nasze plany – trzeba spie… do możliwie najbliższej przystani, nie ma żartów – zaczął wiać BORA.

Śniadanko musi być – a jakże! W najcięższych sytuacjach najlepiej sprawdzają się musztarda i majonez z Pegaza.

Kamizelki włóż! Z porywistymi podmuchami Bora nie ma żartów. Już wiedzieliśmy, że należało zostać w zacisznym porcie Makarskiej.

To nie jest bynajmniej powiew przyjemnej wieczornej bryzy…

Naszą spokojną przystanią stał się port o trudnej do wymówienia nazwie Povlja.

Kreseczka bloga

Dzień 7. Povlja – Trogir
Na szczęście do rana wiatr osłabł, co przywróciło nam wiarę w terminowy powrót do Trogiru. Koło południa odpaliliśmy silnik i pożegnaliśmy port Povlja. Późnym popołudniem przywitała nas marina w Seget. Spakowaliśmy się, przygotowaliśmy łódkę do zdania i ruszyliśmy na szaleństwa ostatniego wieczoru w Trogirze!

I

Tramwaj wodny zabrał nas
z mariny i wysadził na nabrzeżu na starówce Trogiru. Przeszliśmy bulwarem, po czym zniknęliśmy
w wąskich zaułkach starego miasta.

Kreseczka bloga

Dzień 8. Trogir – Poznań
Trudno napisać coś optymistycznego w ostatnim dniu wakacji. Zdaliśmy jacht (nawet odzyskaliśmy w całości kaucję), wypiliśmy pożegnalną kawkę, zapakowawszy się do busa, a  w nawigacji wpisaliśmy cel – Poznań. Piękna pogoda i słońce skończyło się w okolicy Austriackiej granicy.

Oto cała trasa naszego rejsu.

Kierunek Poznań…