Nie ma tu znanych zabytków i dużych festiwali, ulicami jeżdżą zdezelowane trolejbusy, a miasto na pierwszy rzut oka może wydawać się szare i smutne. Belgrad ma w sobie jednak moc, która powoduje, ze wystarczy spędzić tu jeden dzień, aby zamarzyć o powrocie na dłużej, a nawet na zawsze…

Odpoczynek w twierdzy

Kalemegdan to niegdyś twierdza warowna o burzliwych dziejach historycznych, a dziś ogromny park miejski. Właśnie tutaj spędzają większość wolnego czasu Belgradczycy. Równie często można spotkać tu rodziny z dziećmi, gromadki turystów, samotnie włóczące się psiny jak i grupy młodzieży popijające piwo. Ta mozaika powoduje, że nawet przypadkowy przechodzień czuje się tutaj swojsko. Godzinami można przesiadywać na trawie, ławkach lub fragmentach fortyfikacji, a czas tutaj staje w miejscu. Nawet nie zorientujemy się kiedy przyjdzie nam oglądać zachód słońca. Na kalemegdańskich fortyfikacjach widok ten jest niezwykle urzekający. Słońce zachodzi u ujścia Sawy do Dunaju, a w tle migocą najwyższe belgradzkie budynki mieszkalne.

Kalemegdan

zachód słońca nad Kalemegdanem, fot. Pavle Zivkovic (flickr.com)
 

Po zachodzie Słońca

Belgrad to miasto, które nigdy nie śpi! Zarówno ten, który przebudzi się w środku nocy, jak i ten, który wstanie w południe bez problemu znajdzie miejsce, w którym można się pobawić. Mnóstwo jest tutaj ogromnych i nowocześnie urządzonych klubów, jak Vanilla, Angels, Diamond czy Plastic, które nie rozczarują nawet najbardziej wybrednych miłośników clubbingu. Wielbiciele alternatywnych i ezoterycznych miejscówek również będą zadowoleni. Trzeba jednak przyznać, że często są one ukryte. Najłatwiej znaleźć te, które znajdują się w okolicy Brankov Mostu, wśród których prym wiodą Kulturni Centar Grad i Dvoristance. Jako, że przepływający przez Belgrad Dunaj stanowi bardzo ważny element życia miasta, niezwykle popularne są tutaj restauracje i kluby na barkach rzecznych. Można tam dobrze zjeść, a także doskonale się bawić, szczególnie w okresie letnim. Dla tych, którzy poszukują prawdziwie serbskiego klimatu obowiązkową będzie wizyta w kafanie. Męskie grono, zwodzący śpiewak lub śpiewaczka i duża ilość regionalnego alkoholu to gwarancja zabawy, której nie zapomnicie do końca życia.

Belgrad

Belgrad w nocy tętni życiem, fot. Pavle Zivkovic (flickr.com)

I o poranku…

Po całonocnej zabawie z pewnością nie obejdzie się bez porannej kawy. W Belgradzie jest ona niemalże rytuałem, a kawiarnie są zatłoczone praktycznie o każdej porze dnia. Nietrudno znaleźć tutaj przyjemne miejsce, z dużym wyborem napojów i bardzo przystępnymi cenami. Nie jest też niczym dziwnym, że przy jednej kawie siedzi się godzinę. Co więcej – Belgradczycy ze zdziwieniem spoglądać będą na turystę, który będzie w pośpiechu podejmował próbę „postawienia się na nogi”. Lepiej zatrzymać się w kawiarni na dłużej, by siedząc w ogródku wtopić się w klimat miasta i poobserwować jak żyją jego mieszkańcy.

Ekspresowe zwiedzanie

Nie można wyjechać ze stolicy Serbii nie poznawszy choć w minimalnym stopniu jej burzliwych dziejów. Warto zobaczyć najważniejsze zabytki, wysłuchać ciekawych historii i poznać belgradzkie must see. Najlepszym i najtańszym na to sposobem są spacery po mieście z przewodnikiem. Młodzi ludzie, posługujący się biegle językiem angielskim przez parę godzin oprowadzają po Belgradzie chętnych turystów. Opłata za tą eskapadę jest co łaska, więc każdy może wynagrodzić przewodnika zgodnie z własnymi możliwościami finansowymi. Informacje na temat tych turów znajdują się w większości punktów noclegowych.

cerkiew św. Sawy

cerkiew św. Savy – jeden z najblardziej znanych budynków w Belgradzie, fot. Andreas Lehner (flickr.com)
 

Coś na ząb

Długie i staranne zwiedzanie miasta odbywa się z przerwą. Można wykorzystać ją na szybką przekąskę. Serbskie piekarnie oferują wybór przepysznych wypieków, począwszy od owocowych strudli, na wytrawnych przekąskach kończąc. Dodatkową mobilizacją do skosztowania tych specyfików są ich ceny – znacznie niższe niż europejski standard. Podobnie jest w przypadku restauracji oraz barów. Nawet ekskluzywne barki należące do dinners club, czy restauracje o wielowiekowej tradycji serwują posiłki w cenach oscylujących w okolicy polskiej średniej restauracyjnej. Jeśli nie mamy nic przeciwko mniej luksusowym miejscom lub miejskim barom szybkiej obsługi – z pewnością nie będzie nam opłacało się stołować w domu. Zwłaszcza, że w wielu fastfoodach w Serbii możemy zjeść świeżego i bogatego w warzywa, przygotowanego na naszych oczach burgera za cenę zbliżoną do najprostszego posiłku w sieciowych amerykańskich fast foodach.

Kiedy przychodzi czas na to, żeby opuścić stolicę Serbii, a w głowie przewijają się wspomnienia ostatnich 24. godzin, gdzieś głęboko rodzi się bunt. Czy to możliwe, żeby zapuścić korzenie w ciągu zaledwie jednej doby. W Belgradzie z pewnością…